X zamknij

Dołącz do newslettera
i odbierz darmową
kartę SPA&More.

Z kartą SPA&MORE stać Cię na więcej

Co najmniej 10% zniżka do SPA, DAY SPA i klinik medycyny estetycznej.
Korzystaj ze specjalnych rabatów tylko dla zapisanych do newslettera!

Dołączam i odbieram kartę
fot. Fotomorfoza/makijaż Magdalena Zielińska

Pachnidło i perfumy, czyli Süskind w mojej głowie

felieton Anny Harasimowicz

Zapach ma nad nami niebywałą władzę, w każdym razie u mnie uświadomioną. Doznania zapachowe jestem w stanie przedkładać nad racjonalnymi wyborami. Wiem, że brzmi to jak herezja, ale nie mogę dłużej tego ukrywać.

Na brodę Merlina, czy to normalne, że za pięknie pachnącą kobiet

ą lub mężczyzną (kosmetyki pour homme równie mocno mnie pociągają) potrafię puścić się w pościg na ulicy, meandrując w tłumie i klucząc między deszczem meteorów jakimi są rowerzyści na chodnikach w naszym mieście? A to, że zapach tkaniny od razu wywołuje u mnie realne obrazy z przeszłości? Z psychologicznego punktu widzenia oczywiście wiem, że jest to realne (naukowcy twierdzą, że dotyczy to głównie odtwarzania wspomnień z wczesnego dzieciństwa, czyli do lat 10, u mnie jednak wymknęło się to spod kontroli). Ale po co mi tak silne kodowanie zapachu? Zaprząta uwagę tak samo niepotrzebnie, jak pamięć do szczegółów w filmach, wychwytywanie niedociągnięć montażu i pomyłek kostiumologów – patrz rycerz ze swatchem na przegubie nadgarstka. Nie mogłabym zapamiętywać zamiast tego dat z historii, terminów spotkań na cały tydzień i nazwisk poznawanych codziennie ludzi?

No fragrance – no thanks!

Znaki na opakowaniu kosmetyków „no fragrance” i „no alkohol”, kiedyś tak kuszące, bo nowe i zdrowe, dziś zupełnie mnie nie nęcą. Data ważności kończyła się na nich wcześniej, niż moje ich dozowanie. Nigdy nie kosztowałam wody brzozowej, nadal nie mam takich pokus, więc nie potrzebuję aż tak „zdrowego” składu mgiełki nawilżającej do ciała. Wszystko dlatego, że nie jestem w stanie używać kosmetyków, które nie pachną. A już za skarby świata nie nałożę na twarz kremu, którego aromat jest nieatrakcyjny. Szanuję naturalne kosmetyki, sama kiedyś je warzyłam, wierzę, że łój z niedźwiedzia, jelenia i bobra czyni na czyjejś fasadzie cuda. U mnie nie przejdzie – prędzej twarz mi porośnie futrem.

Bezpieczne kosmetyki dla odpowiedzialnych, dla mnie proszę te drugie

Rozumiem słuszność koncepcji, sama nie lubię wysypki po kremach i make up’ach. Wieki trwały próboprawdy i testy na żywym materiale, abym znalazła dla siebie dobre zestawy smarowideł. Jednakże udało mi się wyszukać takie, które nie zalatują naturalnym tłuszczem (nie daj Boże masłem, która to nuta sprawia, że dostaję dreszczy i purchawicy olbrzymiej na skórze).

Dygresja. Wspomnienie z dzieciństwa. Obrazek smarującej się masłem w trakcie opalania babci, a dokładniej jego resztkami pozostałymi na papierze opakowania. Na Zeusa! Łatwo wyobrazić sobie woń powstałą po zadziałaniu lipcowych promieni słonecznych na letnisku.

Wierzę, że osoby żyjące w zgodzie z naturą, posiadające trzecie eco-oko, nie widzą w tym nic zdrożnego i same chętnie nakładają na naskórek tłuszcz zwierzęcy. Ja masła nie jadłam długo i psychoterapia improwizowana nie ma u mnie szans – nie liczę na uwolnienie od tej fobii. Żebym miała mieć alergię skórną, wybiorę jednak zapach perfum lub choćby świeżego ogórka czy arbuza. Nigdy jednak brzoskwini, której nuta nadaje w moim odczuciu złe konotacje. Z bananem też nie byłoby łatwo. No nie są to proste sprawy mili Państwo! Perfumy też wybieram po długim castingu a nawet scanningu opakowań, odprowadzana do kasy, na szczęście jedynie wzrokiem, przez kordon ochroniarzy perfumerii. Może są na to leki?

Zmysł powonienia rozwija się na Sri Lance

Rozkosznego obłędu i zgodnej z moim genotypem atmosfery doświadczyłam na Cejlonie. To kraj, który pachnie rajem. Od powietrza po mydełka w hotelowej łazience wszystko cudownie oddaje aromaty ajurwedy. Nie ma innych perfum w kosmetykach, niż naturalne. Na skórę nie nakłada się niczego, czego nie dałoby się zjeść.

Oczywiście nie tylko na Sri Lance łączy się naturalne zapachy z kosmetykami. Dziś przemysł dóbr luksusowych dodaje do nich prawdziwy aromat różany czy wyciąg z owocowych pestek. Podobnie ma się sprawa naturalnych barwników, takich jak skruszone minerały czy roślinne karotenoidy, flawony i chlorofil. No chyba zgodzicie się ze mną, że szminka, którą zazwyczaj używa się tuż pod nosem (choć może tylko ja się tak ograniczam z braku fantazji), nie może pachnieć olejem! Dlatego jest nadzieja dla węchowców! Możemy mieć zdrowe i pachnące kosmetyki.

Ponoć najpiękniejsze naturalne zapachy tworzone są w krajach arabskich. No cóż wybieram się po nie dopiero od kilkunastu lat i pewnie dotrę do Kataru tak szybko, jak czechowowskie trzy siostry do Moskwy.

Perfumy i ślad zapachowy

Jeśli ktoś szuka detektywa profilującego po zapachu, mogę zastąpić niejednego owczarka. Kompletnie do niczego nieprzydatna pamięć węchowa często zabiera mi zbyt dużo powierzchni mózgu, przez co zapominam kupić – jak choćby ostatnio – cokolwiek źle pachnącego preparatu na kamień i rdzę lub mleka do kawy. Muszę mieć spory hipokamp (dobrze, że nie wystaje poza czaszkę), idealny do osmologii, bo pamiętam jak pachniała koleżanka mojej mamy, która przyjechała z wyjazdu służbowego, z Mediolanu, gdy ja byłam jeszcze pacholęciem. Oprócz intratnego, podpisanego z gargantuiczną korzyścią dla polskiego przemysłu kontraktu, przywiozła wówczas bajeczne perfumy. Miałam wtedy może 5 lat, ale pamiętam dokładnie ten zapach. Koleżanka mamy mogła przebywać w moim pokoju przez ułamek sekundy pod moją nieobecność, a ja wróciwszy do swego królestwa wiedziałam, że krążyła wśród lalek (najładniej fabrycznie pachniała Serafina – tak, wiem, że to imię dla zakonnicy, ale to była nazwa firmowa, odgórnie narzucona przez producenta). Perfumami koleżanki mamy pachniała też po wielu latach moja wykładowczyni na egzaminie z fizykoterapii, więc kompletnie nie mogłam skupić się na zleconym zabiegu jonoforezy.

Może powinnam zostać nosem, uprzednio szkoląc się w Paryżu? O ile węch jest tam ważniejszy, niż perfekcyjna znajomość języka Prousta, czyli tego, w którym nazwa miejscowości prawie nie mieści się w jednej linijce formularza pocztowego, zawiera koniecznie „x”, liczne apostrofy skierowane zarówno na Szczecin, jak i na Suwałki, odwrócony ogonek i około 16 liter, a całość wymawia się jako dwie głoski! Uwielbiam słuchać jego melodii, ale jako uczennica pewnie bym poległa.

Kodowanie zapachu na wieki

Każde odwiedzane przeze mnie miejsce na ziemi kojarzy mi się z perfumami, których wówczas używałam. Wystarczy, że powącham flakon i od razu widzę Wenecję, Osakę, Sewillę czy Kandy. Ale to jest niegroźne! Najbardziej przeraził mnie fakt, gdy stałam ostatnio w kolejce na poczcie za mężczyzną, który pachniał jak mój kolega w szkole podstawowej i natychmiast odtworzyłam sobie cały obraz z prehistorii i scenę na korytarzu pod salą geograficzną. Nie byłoby w tym nic niezwykłego, gdyby nie to, że nie chodziło o perfumy. To był zapach-koktajl jaki spotyka się w domach tuż po otwarciu drzwi, bo przecież każda ludzka sadyba ma zapach. Ten był specyficzny, wielodzietnej rodziny, proszku do prania, parującej kawy i krochmalu, zmieszany z silnymi męskimi feromonami.

Wiem, że brzmi to już jak prawdziwe szaleństwo. Mam świadomość, że w życiu i na poczcie są ważniejsze sprawy niż nuta krochmalu w powietrzu, a moje flashbacki błahe i tyle frapujące co café frappé, ale może ktoś podziela ze mną tę przypadłość. W każdym razie starałam się nie zwracać na siebie uwagi i niuchając nie pociągać głośno nosem, bo już w wyobraźni czaił się scenariusz, gdy mężczyzna stojący w kolejce przede mną odwraca się i cicho, acz złowieszczo, szepcze: „Jeszcze raz i Kaukaz”.

Wydaje mi się, że misie też mają ten problem

Wiem, jak działa nasz mózg, gdy przetwarzamy zapachy, jak przechowujemy o nich pamięć, ale u mnie ta szufladka jest spora i przeładowana. Po co mi ten balast? To takie odzwierzęce! Może gdy posmaruję się końską maścią, pokryję się futrem i zamienię w jenota? Albo od razu łojem niedźwiedzim i w misia – ten ma 7 razy więcej receptorów w nozdrzach niż pies i około 100 razy więcej niż człowiek. Dodatkowa zaleta – nie musiałabym się wreszcie przejmować tuszą i mogłabym bezkarnie nosić naturalne futro.


Przeczytaj także: Wieczne szachy


GoNature – kosmetyki czerpane z natury

Jak mówią sami o sobie: „Natura ma wszystko co jest potrzebne człowiekowi”. Sprawdziłyśmy to! Oto recenzja trzech kosmetyków polskiej marki GoNature.

5 najlepszych ofert SPA – pomysły na jesienny weekend 2021

Jesień to szczególna pora w roku, kiedy nasze ciało musi zregenerować się po lecie. Oto polecane oferty SPA na jesień 2021.

Reiki w SPA

Choć nie każdy wierzy w moc chińskiej i japońskiej medycyny niekonwencjonalnej, ta metoda terapii bywa doskonale oceniana przez osoby, które jej się poddały.

Praca zdalna przyczyną stresu? Sprawdź, kto jest najbardziej narażony

W ostatnich miesiącach nasza rzeczywistość wywróciła się do góry nogami. Dużo mówi się o tym, że dzięki pandemii doceniliśmy wiele spraw, inaczej patrzymy na życie. Zwolniliśmy tempo, spędzamy więcej czasu z rodziną, bo pracujemy zdalnie. Ale czy faktycznie wszyscy na tym zyskali?

Anna
Harasimowicz

Redaktor, od 15 lat związana z branżą wydawniczą (m. in. Grupa ZPR Media, Moda na Zdrowie Sp. z o.o.). Wieloletni sekretarz redakcji, autorka tekstów branżowych oraz felietonistka. Z wykształcenia psycholog społeczny, fizjoterapeuta i naturoterapeuta. Przyjęła inicjację pierwszego stopnia Reiki. Miłośniczka SPA, Wellness, życia blisko natury i idei slow life. Pasjonatka literatury, teatru, filmu, architektury, włoskiej kultury oraz designu i mody.
fot. Fotomorfoza/makijaż Magdalena Zielińska
ZOBACZ WSZYSTKICH NASZYCH AUTORÓW