Żyjemy w świecie oferującym liczne stresy i wyzwania. Może nie atakują nas już dzikie zwierzęta, nie podlegamy drastycznym wahaniom dostępności pożywienia, ale oddziałują na nas inne bodźce, wywołujące silną stresową reakcje organizmu i psychiki. Krzyczy na nas niezadowolony klient, którego musimy obsłużyć, słuchamy pretensji szefa czy skargi pracownika, widzimy naburmuszoną minę partnera, topniejące środki na koncie lub zagrożone firmowe cash-flow. Nie myślę tutaj tylko o silnych stresorach jak słowa w stylu: „musimy rozwiązać umowę o pracę”, czy: „już cię nie kocham”. Naszej psychice i organizmowi wystarczy mały, acz nawracający stres – codzienny korek w drodze do pracy, uporczywie nieskuteczna poszkolna wymiana zdań z własnymi dziećmi czy zagubiony w pamięci PIN w chwili płacenia za koniecznie ważne zakupy. I już jest. On. STRES, który zmienia całe nasze ciało, a w konsekwencji i psychikę.
Układ współczulny a oddziałujący na nas stres
Opisany już w latach 30-tych XX w. przez Hansa Selye’ego zestaw reakcji obejmuje podstępną dla nas, acz adaptacyjną działalność części współczulnej nerwowego układu autonomicznego.
Współczulny układ aktywuje się w sytuacjach opisywanych jako 4 F (Flight (ucieczka), Fight (walka), Fright (przerażenie) i F… seks). Są to sytuacje uruchamiające pobudzenie, czujność, pełną mobilizację. Geny, które się w tych sytuacjach nie mobilizowały, nie przetrwały, więc został nam wzorzec adaptacyjnie skuteczny – reagujemy na stresory współczulnie.
Zakończenia nerwowe układu współczulnego uwalniają adrenalinę oraz noradrenalinę, co sprawia, że dostajemy zastrzyk energii, a więc różne organy wewnętrzne i nasze mięśnie, stają się gotowymi do udziału w ważnych zawodach „kierowcami wyścigowymi”: pełna gotowość, najwyższe obroty. Mamy przyśpieszoną pracę serca, układ mięśniowy napięty i przygotowany do podjęcia szybkiego działania. Mięśniowo i hormonalnie gotowi jesteśmy na walkę o przetrwanie. Bodźcem wywołującym takie reakcje jest nie tylko realny atak drapieżcy, to może być codzienne życiowe zadanie. Reakcje te, nazwane przez Selye’ego Ogólnym Zespołem Przystosowawczym, pozwalają nam reagować i zdobywać kolejne projekty, argumenty w mediacjach czy rozwiązania problemów. Jednakże koszt włączenia współczulnie kierowanych działań jest dużym wydatkiem dla organizmu.
Przywspółczulny antagonista
Organizm ma także odmienny zestaw reakcji uruchamiany przez drugą część autonomicznego układu nerwowego, działającego przeciwstawnie. To układ przywspółczulny, który wiąże się z sytuacjami spokoju, komfortu i przyjemności, czyli działa dokładnie odwrotnie niż współczulny. Sprawia, iż stajemy się przyjemnie zmęczeni czy syci, zadowoleni niczym po pysznym obiedzie czy relaksacji w wannie albo masażu. Mając do wyboru dwie strategie działania, możemy naprzemiennie reagować i swobodnie podążać za zmieniającym się otoczeniem – gdy trzeba reagować, wtedy współczulnie, a jeśli jest bezpiecznie wokół, wypoczywać i regenerować się.
Stres a ból i wyższa konieczność
Na czas stresu zmienia się nasza wrażliwość na ból, zbawienne opioidy pozwalają działać pomimo bólu, zmęczenia czy fizycznych ograniczeń. Same korzyści. Krótkoterminowo to idealne rozwiązanie. Co jednak, gdy w sposób zbyt częsty uruchamiasz reakcję stresową, albo nie jesteś w stanie jej wyłączyć, mimo iż otoczenie nie jest już zagrażające? Albo otoczenie jest ciągle zagrażające – nie zmienimy przecież natężenia korków na drodze, czy jakości stosunków interpersonalnych w miejscu pracy lub liczby przyjaciół – a ty musisz odpocząć?
Kilka dobrych informacji
Po pierwsze. Możemy wpływać na zestaw uruchamianych relacji stresowych poprzez działania o charakterze psychologicznym, jeśli mamy możliwość rozładowania frustracji i napięć, czyli innymi słowy przerwania spiętrzających się skutków współczulnych. Ludzie różnią się strategiami rozładowywania. Dla jednych są to systematyczne ćwiczenia fizyczne (z badań wiemy, że najbardziej działają te aerobowe), dla drugich relaksacja i medytacja. Aby uzyskać efekt rozładowania napięcia, potrzebujemy odwrócić uwagę od stresora. Choćby na chwilę. Dlatego tak ważne są działania wspierające naszą kondycję fizyczną, regulujące napięcie mięśniowe – np.: kąpiel, zabieg relaksacyjny, wizyta w SPA.
W wielu firmach praktykuje się zajęcia z fizjoterapeutą np. masaże w ciągu dnia pracy. Oferuje się także pokoje do pracy kreatywnej wyklejone fototapetami, pozwalającym nam się poczuć jak w lesie. Każda przerwa ukierunkowana na aktywność układu przywspółczulnego, czyli wyciszająca, jest wspierająca.
Po drugie. Bardzo skutecznym sposobem niwelującym wpływ stresora jest wsparcie społeczne pozyskiwane drogą interakcji, bliskości doświadczanej w kontaktach interpersonalnych i budowania oraz podtrzymywania więzi. Mówiąc językiem objawów stresu – jeśli tylko masz przyjaciół, z którymi możesz porozmawiać, spędzić miły czas w gronie bliskich osób, doświadczyć „utulenia”, lub masz możliwość „popłakać w rękaw” komuś życzliwemu, to Twój poziom stężenia glikokortykoidów obniży się, podobnie obniży się ciśnienie krwi, a ryzyko choroby wieńcowej oddali.
Po trzecie. Sposobem zmieniającym reakcję stresową jest odzyskiwanie poczucia kontroli nad sytuacją, a zatem i nad życiem. Planowanie, przewidywanie i koncentrowanie się na rozumieniu tego co przeżywamy, pozwala niwelować skutki stresu. Jeśli wiem, że czeka mnie obciążający okres w pracy, mogę założyć, że przyjdzie gorsze samopoczucie i zaplanować choćby aktywność fizyczną, wsparcie społeczne czy pobyt w SPA już po zakończeniu stresującego zadania.
Oczywiście świat wokół Ciebie ani Twoja własna reakcje na stres się nie zmieni, jeśli raz zaplanujesz serie ćwiczeń czy kolację ze znajomi. To nie działa tak prosto. Nie wystarczy więcej ćwiczyć, relaksować się i rozumieć świat wokół, aby czuć się lepiej i być zdrowszym. Radzenie sobie ze stresem wymaga elastycznego, ostrożnego szukania adekwatnych sposobów. Jednakże dopóki nie podejmiesz decyzji, że chcesz się zmienić i nie podejmiesz decyzji w jakim obszarze możesz to zrobić, na pewno nie zmieni się nic. A Twój poziom glikokortykoidów będzie rósł i rósł. Zatem nie czekaj. Zacznij od dziś.
Przeczytaj także: Pierwszy krok do szczęścia, czyli carpe diem